środa, 3 stycznia 2018

Nowy adres bloga

Zapraszam Was na nową odsłonę bloga 

niedziela, 3 grudnia 2017

#CZYTAJNIK# cz. 48 Katarzyna Tubylewicz - Rówieśniczki

#CZYTAJNIK# cz. 48 Katarzyna Tubylewicz - Rówieśniczki
Nowa powieść Katarzyny Tubylewicz opowiada o trudnej, kobiecej przyjaźni i ludzkich grach o władzę.
W opisanym przez nią świecie odbijają się istotne zagadnienia współczesności, takie jak problemy relacji między płciami, rasizm i brak tolerancji. Świetnie nakreślone, wyraziste postaci, poczucie humoru autorki i przemyślana konstrukcja powieści sprawiają, że czyta się ją jednym tchem. Pomimo tego, iż większość akcji toczy się w Sztokholmie, jest to także ironiczna opowieść o współczesnej Polsce. 

Trzy przyjaciółki z podstawówki spotykają się po latach w Sztokholmie. Joanna jest znudzoną żoną polskiego dyplomaty, który łączy w sobie cechy zastraszonego urzędnika i opętanego żądzą władzy karierowicza. Na przekór światu sztywnych konwenansów oraz źle ukrywanej ksenofobii swojego otoczenia Joanna coraz częściej odwiedza imigranckie przedmieścia. Powody jej wizyt mogą okazać się dyplomatycznym skandalem… Zofia to uciekająca przed sobą samą emigrantka, której niemal udało się zostać Szwedką. Jej obecne życie jest na pozór idealne, jednak narasta w niej poczucie obcości, a przemilczane wydarzenia z przeszłości i krzywda wyrządzona w dzieciństwie przez najlepsze przyjaciółki coraz mocniej wpływają na teraźniejszość. Sabina jest konserwatywną i przekonaną o wyższości swoich racji dziennikarką katolickiego pisma, której świat rozsypał się właśnie na kawałki z powodu wyborów życiowych jej ukochanego syna. Czy kilka dni w Sztokholmie może zmienić losy trzech kobiet? I czy ujawnienie bolesnych tajemnic z przeszłości jest lekarstwem na wszechobecną hipokryzję?


Wydawnictwo: W.A.B., 2014
Liczba stron: 304
Gdzie kupić: 

Trzy przyjaciółki, które znają się od dzieciństwa. Każda z nich prowadzi teraz swoje życie, każda żyje po swojemu. Spotykają się pewnego dnia razem, we trzy w jednym miejscu i ich życie nagle się zmienia. Każda z nich zaczyna dostrzegać błędy jakie popełniła. Nie czują już się tak dobrze w swoim towarzystwie. Każda z nich ma coś do ukrycia, wstydzą się zwierzać ze wszystkiego.

Sabina -  od dzieciństwa była cwaniarą, rządziła całą paczką znajomych, była najważniejsza, wszyscy jej słuchali. Była odważna, zawsze najmądrzejsza, lubiła dyrygować. Była gorzej traktowana w domu, matka nią gardziła. W dorosłym życiu jest stanowcza, twardo stąpająca po ziemi, przeżywa szok kiedy zostaje zwolniona z pracy, zupełnie się tego nie spodziewała. Koleżanka ją przechytrzyła, nie mogła tego znieść, użalała się nad sobą. Kiedy spotyka koleżanki z dawnych lat krytykuje je, wytyka im, że źle postępują. Sama jest bardzo religijna. Nie może pogodzić się z tym, że jej syn nie ma dziewczyny, nie przyjmuje tego do wiadomości. Podczas jednej z rozmów z przyjaciółkami jest wstrząśnięta tym, czego się dowiaduje, wkurza się. Tłumaczy sobie jednak, że nie jest niczemu winna. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że powinna coś w życiu zmienić, że faktycznie wyrządziła innym zbyt wiele krzywd, szybko jednak usuwa z głowy tą myśl i żyje nadal tak jak dawniej.

Sofia - jest szczęśliwą żoną, ale nie może znieść tego, że córki męża jej nie lubią, a on stoi po ich stronie, Boi się przyszłości,  nie wierzy, że nadal będzie szczęśliwa. Z racji swojego stanu często ma zmianę nastrojów. Raz jest wściekła i wpada w furię, za chwilę chce o wszystkim zapomnieć i odczuwa szczęście. Odczuwa satysfakcję, kiedy w przypływie gniewu wygarnia Sabnie, czuje ulgę, że wszystko jej powiedziała. Jednocześnie jest roztrzęsiona i sama nie wie co czuje.

Joanna - zdradza męża, jest bardzo zaangażowana w romans, czuje się obco w małżeństwie, jest przytłoczona. Boi się, że wszystko się wyda kiedy jest szantażowana i zastraszana. W towarzystwie przyjaciółek cieszy się, że ma kochanka, chwali się nim, ale opowiada wymyślone historie. Kiedy już całkowicie uwalnia się od facetów odczuwa szczęście i wie, że sama sobie doskonale poradzi.

Książka dość ciekawa. Nie mam porównania z innymi książkami Pani Katarzyny, ale przy okazji sięgnę po jakiś inny tytuł. Autorka przedstawiła tutaj w jaki sposób zmienia się podejście do przyjaźni jeśli żyjemy jakiś czas z dala od siebie i tylko od czasu do czasu mamy ze sobą kontakt internetowy. Widać tutaj, że przyjaźń na odległość nie umiera, ale powstaje już większa granica prywatności, nie ma już potrzeby zwierzania się koleżanką ze wszystkiego. W swoim towarzystwie czują się już bardziej obco.
Myślę, że można tutaj zobaczyć jak może wyglądać taka przyjaźń, ale nie jest to regułą. Zapewne wiele zależy od ludzi i nie ma czym się sugerować, ale poczytać można. Może akurat ktoś znajdzie tutaj dobra rady dla siebie żeby utrzymać długoletnie przyjaźnie.

Moja ocena: 4/5
Kolejna recenzja: Molly McAdams - Wybieram miłość. Ciekawe czy będzie podobna do pierwszej części. Opinie są podzielone.

czwartek, 30 listopada 2017

Ile wydaję pieniędzy – wyzwanie

Ile wydaję pieniędzy – wyzwanie
Grudzień jest zawsze czasem refleksji, chcemy poczuć ten magiczny klimat świąt i częściej zastanawiamy się nad swoim życiem. Na mnie przynajmniej tak to podziałało. Mam jakąś nieopanowaną chęć ciągłego rozwoju bloga. Wolne chwile wykorzystuję na upiększanie go czy pisanie nowych postów. Aż jestem w szoku, że tak mnie nagle dopadło. Może to i dobrze. Zamiast marnować czas na głupoty zajmę się tym co lubię.

Mam ostatnio dużo kreatywnych pomysłów. Założyłam instagrama, poczytałam trochę o promowaniu bloga (któryś raz z kolei). Mam nadzieję, że tym razem coś z tego wyjdzie. Postanowiłam też więcej czasu poświęcać na rzeczy kreatywne – będę miała więcej materiałów żeby się z Wami dzielić. Postaram się z każdego miesiąca wyjąć coś ciekawego i napisać dla Was podsumowanie. Może w formie filmiku. Zobaczę jak to wszystko wyjdzie.

Refleksja z poprzedniego wpisu szybko zmobilizowała mnie do podjęcia wyzwania, które będzie polegało na zapisywaniu wszystkich (co do grosza!) wydatków miesięcznych. Spróbuję w ten sposób uporządkować swój budżet. Chociaż zapewne będzie to wymagało systematyczności i poświęcenia temu jakieś ilość czasu. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Spróbuję porównać ze sobą kilka miesięcy. Wiadomo, że w grudniu wydatki będą zwiększone z racji świąt. Dlatego będę zapisywała jak najdłużej moje wydatki. Może uda mi się osiągnąć systematyczność i prowadzić taki dziennik budżetowy przez dłuższy czas?

Do spisywania wydatków wykorzystam darmowy program Money Manager Ex.

Dodatkowo podejmę od razu kolejne wyzwanie związane ze zdrowiem. Dostarczanie do organizmu odpowiedniej ilości witamin jest bardzo ważne i pomaga w utrzymaniu zdrowej i szczupłej sylwetki. Nie znam osoby, która nie lubi żadnego z owoców czy warzyw. Wybór jest naprawdę bardzo duży. W sklepach teraz można dostać wszystko. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Dla tych bardziej leniwych są nawet gotowe mieszanki witaminowe, wystarczy tylko wziąć z półki i można od razu pić.

Codziennie będę piła jakiś sok warzywny lub smoothie. Coś, co ma w składzie owoce lub warzywa. Postaram się przygotowywać je sama, mam przecież odpowiedni sprzęt. 

Zapraszam do podjęcia wyzwań razem ze mną. 

Miłego wieczoru, A. 

poniedziałek, 27 listopada 2017

#PODRÓŻNIK# cz. 22 Jak to jest z tym lataniem?

#PODRÓŻNIK# cz. 22 Jak to jest z tym lataniem?
Zaciekawił mnie dzisiaj temat biletów lotniczych. Wczoraj oglądałam webinar o tym jak tanio szukać biletów i postanowiłam dzisiaj spróbować.  Porównałam sobie kilka wyszukiwarek i ten sam kierunek lotu. Akurat porównywania wyszukiwarek tam nie było, ale z ciekawości zajrzałam. Cały czas szukam jakiegoś sposobu na tanie latanie. Sami zobaczcie jak różnią się ceny biletu na ten sam samolot. Nie opanowałam jeszcze dokładnie sztuki przedstawionej w webinarze, ale ponoć można znaleźć bilety za 1 € lub nawet za kwotę ujemną.
Wybrany kierunek jest przypadkowy - chociaż chciałabym kiedyś tam polecieć :).
Flyhacks
eSky
Kayak
Kayak z domeny niemieckiej - jakieś 517 zł w przeliczeniu
azair.eu
Wszystkie te ceny są na ten sam samolot. Jak widać różnice są dość spore. Wychodzi na to, że najtaniej jest jednak na azair.eu. Myślę, że warto przed zakupem pokombinować, poświęcić trochę czasu i porównać oferty na kilku znanych nam stronach. Strony z biletami przedstawiłam Wam tutaj. Nie poprzestanę na poszukiwaniach i mam nadzieję, że wreszcie gdzieś się wybierzemy chociaż na weekend. To moje marzenia na najbliższy czas. Wolne chwile będę spędzała na poszukiwaniu ciekawych kierunków za niewielkie pieniądze. Zapraszam do przeglądania ofert skyscanner i fly.

Szykuję dla siebie kolejne wyzwanie. Mam nadzieję, że się przyłączycie. Napiszę o nim już niebawem.

P.S. Przy innych kierunkach są inne, większe różnice w cenie. Trzeba dobrze szukać i zmieniać np. daty wylotu. To też ma duże znaczenie.

EDIT: miałam się pochwalić ciastem, które upiekłam. Przepis jest u Agnieszki. Dwa pozostałe też zamierzam wypróbować.

sobota, 25 listopada 2017

#CZYTAJNIK# cz. 47 Magdalena Kordel – Nadzieje i marzenia

#CZYTAJNIK# cz. 47 Magdalena Kordel – Nadzieje i marzenia

Magda otrzymuje tajemniczy list z francuskiej kancelarii. Niebawem Malownicze zatrzęsie się od plotek o spadku. Wszyscy będą chcieli wiedzieć, czy z dnia na dzień Magda stanie się bajecznie bogata. Ona jednak ma inne kłopoty. Musi wreszcie odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania: czy chce dalej być z Michałem i jak ma wyglądać ich wspólne życie. Odpowiedź nie jest taka prosta.
Sto pięćdziesiąt lat wcześniej, gdzieś w u podnóża Gór Świętokrzyskich, Sabina ryzykując życie angażuje się w spisek przeciwko zaborcom. Adam kocha ją do szaleństwa i za wszelką cenę uchronić przed niebezpieczeństwem. Przewrotny los jednak chce inaczej.

Co łączy tak odległą historię Sabiny z Magdą? Czy sekret z przeszłości pomoże jej odnaleźć swoje przeznaczenie i spełnić marzenia?

Wydawnictwo: Znak, 2016
Liczba stron: 436
Gdzie kupić: 

Standardowo dla tej serii recenzja jest na plus. Lubię czytać takie książki i aż mi się chce sięgać po nie w każdej wolnej chwili.
Tym razem autorka również kreuje bohaterów z przyszłości, którzy jak się okazuje są dalekimi krewnymi Magdaleny. Na dodatek jedna z bliższych jej osób którymi się otacza na co dzień również pochodzi od tych dalekich krewnych z przeszłości. Magda nie tylko dostaje spadek, ale odkrywa, że starsza pani, którą tak bardzo polubiła jest jej krewną.
Podczas czytania na kartkach przewija się zaciekawienie mieszkańców Malowniczego niespodziewanym listem, który przyszedł do Magdaleny. Tworzyli sobie różne historie i plotkowali na około. U Madleine natomiast odczuwa się zrezygnowanie, zmęczenie, brak organizacji życiowej, poczucie pustki, załamanie, poczucie bezsensu istnienia, poczucie beznadziejności, szok, rozczarowanie. Kiedy wysłuchuje wiadomości, które ma jej do przekazania Michał jest spokojna i opanowana, ale kiedy zostaje już w samotności odczuwa strach i nie dowierza w to co właśnie usłyszała. Czuje rozgoryczenie i wzruszenie zarazem. Problemy z dziećmi potęgują jeszcze bardziej jej złości i zły humor. Potrafi jednak wziąć się w garść i przed wyjazdem odczuwa już tylko wzruszenie, że zostawia dzieci i swój dom. Boi się tęsknoty za dziećmi, a tęsknota za Michałem jeszcze bardziej się pogłębia. Kiedy po kolei odkrywa co dostała w spadku autorka pokazuje jej zaskoczenie i zdziwienie. Jeden telefon, który odbiera niespodziewanie zmienia momentalnie jej zachowanie i gwałtownie wszystkie troski przemijają dają miejsce szczęściu i bliskości z drugim człowiekiem. Kobieta jest zafascynowana historią swoich przodków, którą poznaje od niejakiej Sabiny - my jako czytelnicy czytamy tą historię w trakcie, przeplata się ona z losami Magdaleny.

Jak to często w książkach bywa, historia, która na początku się komplikuje w ostateczności kończy się pozytywnie . Jest jednak jakiś element zaskoczenia - przynajmniej ja czytając tą historię z przeszłości zastanawiałam się co ona ma wspólnego z bohaterami. I pod koniec książki się dowiedziałam.

Moja ocena: 4/5
Kolejna recenzja: Katarzyna Tubylewicz - Rówieśniczki

Jak dobrze, że wykorzystałam wczoraj słoneczne chwile. Wieczorem pogoda się zepsuła i pada cały czas. Jakie macie plany na Andrzejki? Chyba to już dzisiaj? Niby Andrzeja jest dopiero w czwartek, ale myślę, że większość świętuje już dzisiaj wykorzystując weekend. Część pewnie zaczęła świętować wczoraj, a inni z kolei przenoszą imprezę na przyszły weekend. My nie za bardzo poświętujemy, chyba że za tydzień wpadnie jakaś impreza. Nie bardzo jestem imprezowa więc raczej nie będę żałowała. Chłopaki ostatnio ciągle w rozjazdach to mam więcej czasu na czytanie i leniuchowanie. Wczoraj z racji tego Black Friday wybrałam się na moment do galerii, ale przeraził mnie ogrom ludzi, w sumie nie planowałam kupować nic specjalnego oprócz jednej rzeczy po którą specjalnie pojechałam. Kupiłam co miałam kupić i uciekłam do domu. Zdecydowanie bardziej wolę robić zakupy w ciągu dnia, jak inni jeszcze pracują lub wieczorem przez internet z dostawą pod same drzwi. Za wygodna się zrobiłam chyba. Ale po to są udogodnienia żeby z nich korzystać.

czwartek, 23 listopada 2017

Zupa krem z dyni na słodko i ostro

Zupa krem z dyni na słodko i ostro
Z racji pory roku i sezonowości dyni, która teraz jest w pełnej okazałości zajadam się ostatnio zupami z dyni. Jadłam już dwie wersje na ostro, ale ta na słodko cieszy się u nas w domu największym powodzeniem i przyrządzamy ją często. Na ostro próbowałam z przepisu Ani. Wyszła mi trochę inna, bo miałam akurat inną dynię. Jak się okazuje nie każda dynia nadaje się do wszystkiego. Nie pytajcie tylko jaką dynię wykorzystuję, bo nie mam pojęcia. Dynie same się nasiały na polu, które kiedyś docelowo będzie domem brata. Są duże, ważą jakieś 10-15 kg. W tym roku mają miąższ pomarańczowy. W zeszłym dynie działkowe miały też miąższ zielony, z tego robiłam tą zupę, która wyglądała inaczej niż powinna (miała inny kolor).
Ogólnie dynie mają wbrew pozorom sporo wartości odżywczych. Same w sobie są raczej mdłe i bez smaku, ale po ugotowaniu i przyprawieniu można się nimi zajadać do woli.
Na niedzielę często pijamy kompot z dyni. Rodzice źle wspominają kompot z dyni od swoich dziadków, ale gotują i jest smaczny. Widocznie mają inną recepturę.


Zupa krem z dyni na słodko:
Składniki:
- dynia,
- mleko,
- cukier lub cukier wanilinowy,
- aromat (ja używam migdałowego)

Nie podaję proporcji, bo wszystko zależy od tego ile chcemy mieć zupy. Na trzy porcje ostatnio miałam ok 1 kg musu z dyni.

Przygotowanie:
Dynię gotujemy do miękkości i blendujemy. Można ugotować więcej i gotowy mus zamrozić. Kiedy najdzie nas ochota na zupę wyjmiemy z zamrażarki i szybko przygotujemy ciepłą zupę.
Mus łączymy z mlekiem, cukrem i olejkiem. Dopasowujemy smak do siebie. Na 1 kg dyni dałam ostatnio opakowanie cukru wanilinowego i odrobinę olejku do smaku. Powinna powstać konsystencja budyniu. Jeśli wolcie bardziej rzadką dajecie więcej mleka. Czekamy aż się zagotuje i gotowe.
Ja jadam ją z zacierką, ale można jeść bez makaronu lub z każdym innym drobnym makaronem.

Zupa dyniowa na ostro: 

Składniki:
- 600 g dyni,
- 600 ml bulionu warzywnego,
- 220 ml mleczka kokosowego,
- 3 ząbki czosnku,
- 1 duża cebula,
- 1  łyżeczka curry,
- 2 papryczki chilli (może być papryka ostra mielona)
- 2 łyżki przecieru lub passaty pomidorowej,
- 3 łyżki oleju,
- sól i pieprz do smaku.

Przygotowanie:
Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni. Umytą dynię kroimy na grube plastry. Rozkładamy na blaszce posmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy około 30 minut (aż będzie miękka).
W międzyczasie smażymy cebulę pokrojoną w kostkę. Po chwili dodajemy pokrojony czosnek. Podczas smażenia dodajemy curry i solimy. Następnie zalewamy ciepłym bulionem i dodajemy pomidory.
Dynię miksujemy na mus i łączymy z mlekiem kokosowym. Całość dodajemy do buliony doprawiając jeszcze solą i pieprzem w razie potrzeby. Dodajemy pokrojoną papryczkę chilli (lub odrobinę zmielonej). Gotować razem około 15 minut. Podawać z uprażonymi pestkami dyni lub grzankami. Myślę, że groszek ptysiowy też będzie się nadawał.

Dla urozmaicenia smaku można bulion ugotować osobno z dowolnych warzyw i zmiksować potem wszystkie razem z dynią.
Nie próbowałam, ale mam taką podpowiedź od sąsiadki. Chociaż polemizowałabym, bo ostatnio zmiksowałam warzywa do zupy krem z kukurydzy i popsułam jej smak (nie chciałam żeby warzywa się zmarnowały, a przez to jadłam trzy dni niesmaczną, kukurydzianą papkę). Przymierzam się do ugotowania dużej ilości bulionu, zbieram pojemniki do mrożenia, ale czekam na większą przestrzeń i większą zamrażarkę.

Uwielbiam jeść na kolację tą pierwszą, słodką wersję. Idealna na zimne, jesienne wieczory i nie przybywa po niej dodatkowych kg :)

Zachęcam Was do korzystania z sezonowych owoców i warzyw. Są w miarę tanie i najbardziej naturalne w tym okresie, bo np. jabłka na wiosnę czy latem nie smakują już tak samo. Tak samo z kapustą kiszoną. Teraz smakuje najlepiej. 

P.S. Uważajcie jak będziecie łapali się kilku zajęć jednocześnie. Łatwo pogubić się z pieniędzmi i nie wiedzieć co do czego ma być i komu ile oddać (głownie mam taki problem jeśli chodzi o moją firmę, bo teoretycznie cały zarobek idzie dla pracownika, ale jak robię jakieś zakupy to często wykładam ze swoich i potem na koniec gubię się w wyliczeniach). Chyba czas prowadzić szczegółowe rozpiski budżetu.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Dlaczego brakuje mi czasu

Dlaczego brakuje mi czasu
Weekend był spokojny - parapetówka - zobaczyłam przynajmniej co mnie czeka już niedługo. Niby nie zmarzłam ani nic podobnego, ale chyba łapie mnie grypa. Już na imprezie nagle zrobiło mi się zimno i siedziałam w kurtce. Wczoraj poleżałam pod kołderką i dzisiaj jest zdecydowanie lepiej, ale właśnie teraz nadal się wygrzewam z ciepłą, korzenną herbatką pod ręką :). Wczoraj opisałam dla Was książkę, którą skończyłam czytać i pewnie dzisiaj zacznę czytać kolejną. Jesienne wieczory przy akompaniamencie choroby są do tego idealne.
Ten tydzień zaczął się produktywnie. Pomimo choroby miałam do załatwienia kilka spraw w mieście, dlatego dzisiaj skończyłam pracę przed 12-tą. (No dobra nie skończyłam, tylko powiedzmy, że zrobiłam to co najważniejsze. Ostatecznie komputer wyłączyłam przed 16-tą.). O pracy chcę Wam właśnie dzisiaj opowiedzieć.
Niby pracuję na własny rachunek i ile zarobię to moje. Jest jednak jeden myk. Wybrałam taką branże, że tak na prawdę ciężko jest zaplanować sobie wolny czas (chyba, że po południu zaczynając od 15). Nikt nie siedzi mi nad głową, ale robotę trzeba zrobić. I zwykle kiedy wydaje mi się, że już mam koniec, zaczyna się wszystko sypać. Każdy po kolei ma jakiś problem do rozwiązania i zanim się obejrzę robi się wieczór. Ale idzie się przyzwyczaić. Zwykle większość roboty mogę wykonywać poza komputerem, ale jak już siedzę przy nim to od razu włączam do czytania moje ulubione blogi i przepadam. Trochę przesadziłam teraz. Staram się czytać tylko kilka zaległych wpisów dziennie, ale trochę tych blogów się nazbierało i na same aktualności schodzi dość dużo czasu. To tak abstrahując, bo wolne też się należy :).
Zwykle kiedy ogarnę już całą robotę z autami, zajmuję się dodatkowymi rzeczami. Czasem są jakieś papierkowe rzeczy do zgłoszenia, czasem trzeba popytać o kasę. W branży transportowej współpracuję z trzema różnymi firmami (przepraszam, sporadycznie nawet z czterema) przy czym mam dwa telefony i oba wykorzystuję w pracy, często nie wiem który jest ważniejszy i który odebrać w pierwszej kolejności. To tyle jeśli chodzi o pracę w transporcie. Typowa praca biurowa, ale staram się jak najwięcej wychodzić jednak z "biura" i załatwiam część rzeczy przez telefon. To jest uzależnione w dużej mierze od sezonu i rejonu, w którym auto się znajduje, bo czasem na pstryknięcie palca można poukładać robotę na kilka dni a czasem nie ma jak się wyrwać, bo jedno auto akurat jest w tzw. "czarnej dupie" i każda minuta jest ważna żeby złapać jakiś ładunek. Na szczęście tutaj mam dowolność i tak naprawdę sama szacuję kiedy lepiej siedzieć przed komputerem a kiedy można zorganizować czas inaczej.
Na tym jednak moja praca się nie kończy. Żeby jakoś produktywnie wykorzystać czas kiedy i tak siedzę przy komputerze (jesienią nie ciągnie tak bardzo na świeże powietrze) piszę też teksty na zlecenia. Teraz mam dwa fajne zlecenia do skończenia przed końcem roku.
Oprócz tego muszę trochę poczytać o prowadzeniu księgowości i zająć się wypełnianiem i rozliczaniem dokumentów związanych z księgowością, bo przecież firma z naprawą plandek ma się całkiem nieźle, a szefowa też musi coś robić :). Sprawy księgowe teoretycznie nie są mocno skomplikowane, ale zagłębienie się w coś wymaga trochę czasu i skupienia. Ostatnio np. walczyłam z rozliczaniem pracowników, bo Płatnik oszalał i nic nie chciał liczyć.

Z jednej strony trochę źle, że nie mogę umówić się z kimś z samego rana na ploteczki i kawę, ale z drugiej potrafię już na tyle oszacować sobie ilość pracy i czas jaki muszę na to poświęcić, że czasami umawiam się na coś wcześniej. Zwykle są to jednak odwiedziny w urzędach czy jakieś inne "miejskie" sprawy. Ze znajomymi jeśli już to spotykam się raczej po południu. Oni nie mają tak dobrze i w większości pracują na etacie.

A zapomniałabym. Dużo czasu muszę poświęcić na dopilnowanie budowy i ściganie dewelopera żeby nie robił fuszerki. A teraz jeszcze dodatkowo wybieramy wyposażenie i aranżujemy całe wnętrze. Na tym też ucieka czas, chociaż to jest bardzo przyjemne zajęcie.

Nie należę do osób, które długo lubią się lenić. Wręcz przeciwnie. Zdecydowanie bardziej wolę mieć więcej rzeczy do zrobienia. Wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że ze wszystkim się wyrobię. A jak od rana podejdę do pracy na luzie to mam zwykle dzień taki rozlazły, że w ostateczności czasu brakuje a niewiele uda mi się zrobić. Dlatego sama jestem potem na siebie zła jak za długo siedzę rano w piżamie.
A jak już mam chwilę wolnego między tymi wszystkim zajęciami, wykorzystuję to na czytanie książek czy naukę języków. A jeszcze codziennie trzeba znaleźć czas na gotowanie, bo zdrowa, zbilansowana dieta, która jeszcze ma pomóc w zgubieniu zbędnych kg też wymaga poświęcenia odrobiny czasu.

Miłego, produktywnego tygodnia, A.